Randka na kółkach

Jakiś czas temu, na jednym z portali randkowych poznałem kobietę w tym samym wieku co ja – między 20-tką, a 30-tką. Najpierw były maile, potem rozmowy na GG, w końcu telefony i spotkanie. Znajomość wirtualna trwała jakieś trzy tygodnie. Moim zdaniem w sam raz tyle, by dowiedzieć się czegoś o sobie i wymyślić randkę, która spodoba się obojgu.
Na podstawie informacji o Dorocie - bo tak nazywała się owa dziewczyna, doszedłem do wniosku, że fajnie by było wybrać się gdzieś na rowerach. Wybrałem malowniczy Zalew Zemborzycki, który stanowi część naszego miasta.
Przygotowałem się solidnie. Najpierw pojechałem tam sam i sprawdziłem z czego moglibyśmy skorzystać. Jak przewidywałem atrakcji było sporo. Las, ukryte polanki, plaża, knajpka i liczne ścieżki rowerowe.
Pogoda dopisała, spędziliśmy na świeżym powietrzu kilka godzin. Czas minął bardzo szybko i sam nie wiem kiedy, znaleźliśmy się w knajpce na zamówionej przeze mnie kolacji.
A oto, co zaplanowałem.
Pokazałem Dorocie wszystkie miejsca, które sam uznałem za najładniejsze i najciekawsze. W knajpce zarezerwowałem stolik w najbardziej przytulnym i ustronnym miejscu. Zadbałem o to, by na stole znalazły się nasze ulubione potrawy.
Nie myślcie, że chcę chwalić się Wam nie wiadomo jakimi osiągnięciami. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, by powiedzieć, że randka to nie musi być nic wielkiego. Może być zwyczajnie i prosto, byle przygotowane i z głową.
Z Dorotą rozstałem się pół roku później, ale Zalew Zemborzycki do dziś jest moim ulubionym miejscem na spacery i wypoczynek. Zawsze, gdy tam jestem, wspominam jedną z najlepszych randek w moim życiu.